Pilot to ma klawe życie – ale czy zawsze?

airplane-2628591_960_720

Miło by było przebudzić się o poranku, spojrzeć na słońce za oknem i powiedzieć sobie „o, jest piękna pogoda, to dzisiaj sobie polatam”. Potem, po śniadaniu, wsiąść do samochodu, pojechać na lotnisko, spytać „panie Mietku, ta cessna jest wolna? To ją sobie wezmę na dzisiaj” i wzbić się w powietrze. Rzeczywistość nie jest jednak taka piękna: latanie kosztuje, podobnie zresztą jak zdobycie licencji pilota, zwłaszcza zawodowego (ATPL). Nauki jest przy tym sporo.

Jak zostać pilotem awionetki

Niektórzy zdobywają kwalifikacje pilotów w wojsku, inni w aeroklubach, jeszcze inni w jednej z dwóch działających w Polsce państwowych uczelni. Na pozostałych czekają prywatne firmy szkoleniowe, jak choćby warszawska Goldwings Flight Academy – https://www.goldwings.pl/. Najskromniejszą licencję pilota turystycznego można zdobyć w trakcie stu godzin wykładów i 45 godzin lotów. Potem konieczny jest egzamin teoretyczny i praktyczny. Kto zda obydwa, zdobywa uprawnienia do niekomercyjnego latania jednosilnikowymi samolotami o masie startowej do 5700 kg.

Jest licencja – i co dalej?

Potem może sobie nawet kupić mały samolot, o ile oczywiście dysponuje sześciocyfrową kwotą. Niewielka awionetka, zwłaszcza używana, kosztuje tyle, ile nowy samochód dobrej klasy, choć oczywiście może to być koszt odpowiadający albo cenie mercedesa, albo np. ferrari. Im nowszy samolot, tym droższy.

Posiadacz licencji turystycznej może też wynajmować samoloty, by nie wyjść z wprawy i oddawać się swojej pasji. Najczęściej jednak decyduje się na poszerzanie uprawnień, a więc najpierw zdobycie uprawnień VFR Noc umożliwiających latanie po zmroku. Kolejnym etapem będzie zdobycie uprawnień pilota liniowego ATPL(A), pilota zawodowego CPL(A), pilota samolotów wielosilnikowych MEP(L) i wreszcie ATPL (A) Frozen, będącą pierwszym krokiem do kariery pilota samolotów pasażerskich.

Cywilny pilot zawodowy – co to oznacza?

Ile jest romantyzmu w tym zawodzie, wiedzą tylko sami piloci. Wielu z nich zwiedza świat (gdy ich lot powrotny do kraju zostaje odwołany), większość dobrze zarabia, ale ma to swoją cenę. Nie jest to zawód dla domatorów czy miłośników życia rodzinnego. I chyba nie jest idyllą, skoro nawet w najlepszych liniach lotniczych odbywają się strajki pilotów. Dyspozycyjność, odpowiedzialność, praca zmianowa i stres to ich codzienność. Spędzanie wielu godzin w hermetycznej kabinie, w której utrzymuje się wysokogórskie ciśnienie, nie sprzyja zdrowiu pilotów na dłuższą metę. Inna rzecz, że ponieważ w ich pracy bardzo liczy się doświadczenie i opanowanie, linie lotnicze chętnie zatrudniają ludzi w sile wieku: dopóki zdrowie dopisuje, można wykonywać zawód pilota komunikacyjnego bardzo długo.

A pozostali, którzy nie zajdą tak daleko? Mogą latać w aeroklubach i szkolić innych, co jest o tyle korzystne, że nie płacą za wynajem samolotów. Ci z uprawnieniami komercyjnymi mogą pracować jako zawodowi piloci niedużych samolotów, transportując biznesmenów i celebrytów.

Ponoć kto złapie bakcyla latania, ten się już od niego nie uwolni, lata więc nieustannie, na ile tylko ma możliwość. Zawsze z nadzieją, że po każdym starcie będzie też udane lądowanie.